Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
fb
 

WŁASNA FIRMA BEZ ZUS! WWW.INKUBATORKIELCE.PL  Tel. 666 640 460

Imprezy w tym tygodniu

    więcej...

     

     

     

     

    Linkin Park - A thousand suns


    „ A thousand suns” to już z kolei czwarty studyjny album grupy Linkin Park,  nagrany przy współpracy    z producentem Ricky Rubinem.  Płyta zawiera 15 utworów,  połączonych ze sobą kombinacją różnych stylów muzycznych.

    Te nagrania znacznie się różnią od swoich poprzedników -  mam na myśli to, że tutaj nie usłyszymy czegoś w stylu Don’t stay czy From the inside.  Zabrakło mocnych gitarowych brzmień nu metalu i rocka. Z całą pewnością to nie ten sam Linkin Park co kiedyś – tak uważa wielu fanów zespołu, po niemałym rozczarowaniu „A thousand suns”.

    Album otwiera intro pod tytułem „ The requiem”, a kończy klasyczno – gitarowy utwór „ The Messenger”. Cała reszta przeplata się w stylu hip – hop, z domieszką elektroniki, gitar i perkusji, czasem zaleci coś a la techno ( np. Journade del muerto), ale typowym rockiem raczej bym tego nie nazwała. Na płycie pojawia się kilka „wstawek” z samą muzyką, bądź z tekstem mówionym np. „Empty scales” czy „ The radiance”. Choć nie pałam optymizmem do najnowszych eksperymentów Linkin Park z muzyką, to z tego albumu poleciłabym „ Waiting for the end”, „Blackout” czy „ Burning in the skies”. Wiele spośród piosenek, które usłyszymy mają postać hip – hopowych zwrotek śpiewanych przez Mike’a Shinode i ekspresyjnych refrenów wykonanych przez wokal główny Chestera.

    „A thousand suns” jest o wiele bardziej spokojny i melodyjny niż poprzednie albumy Linkin Park. Zmiana stylu moim zdaniem wynika poniekąd, z klimatów jakie lubi Mike Shinoda, a więc hip-hop, dlatego też jedni fani będą wielce zawiedzeni, a inni zachwyceni dokonaną zmianą. Jeśli chodzi o całokształt albumu stwierdzam, że nie jest on rewelacyjny i nie powala dynamiką, ale myślę, że warto go przesłuchać. Jednakże bardziej poleciłabym solowy projekt Chestera Benningtona jako Dead by sunrise ( album Out of Ashes), szczególnie tym ,którzy wielbią „typowo mocny” Linkin Park.

     

    Magdalena Bielak

    kultura@studiuje.eu


    Kontakt z redakcją:
    redakcja@studiuje.eu

    Polityka Cookies

    Dział reklamy:
    biuro@studiuje.eu
    tel: 783 748 740