WŁASNA FIRMA BEZ ZUS! WWW.INKUBATORKIELCE.PL Tel. 666 640 460


Te nagrania znacznie się różnią od swoich poprzedników - mam na myśli to, że tutaj nie usłyszymy czegoś w stylu Don’t stay czy From the inside. Zabrakło mocnych gitarowych brzmień nu metalu i rocka. Z całą pewnością to nie ten sam Linkin Park co kiedyś – tak uważa wielu fanów zespołu, po niemałym rozczarowaniu „A thousand suns”.
Album otwiera intro pod tytułem „ The requiem”, a kończy klasyczno – gitarowy utwór „ The Messenger”. Cała reszta przeplata się w stylu hip – hop, z domieszką elektroniki, gitar i perkusji, czasem zaleci coś a la techno ( np. Journade del muerto), ale typowym rockiem raczej bym tego nie nazwała. Na płycie pojawia się kilka „wstawek” z samą muzyką, bądź z tekstem mówionym np. „Empty scales” czy „ The radiance”. Choć nie pałam optymizmem do najnowszych eksperymentów Linkin Park z muzyką, to z tego albumu poleciłabym „ Waiting for the end”, „Blackout” czy „ Burning in the skies”. Wiele spośród piosenek, które usłyszymy mają postać hip – hopowych zwrotek śpiewanych przez Mike’a Shinode i ekspresyjnych refrenów wykonanych przez wokal główny Chestera.
„A thousand suns” jest o wiele bardziej spokojny i melodyjny niż poprzednie albumy Linkin Park. Zmiana stylu moim zdaniem wynika poniekąd, z klimatów jakie lubi Mike Shinoda, a więc hip-hop, dlatego też jedni fani będą wielce zawiedzeni, a inni zachwyceni dokonaną zmianą. Jeśli chodzi o całokształt albumu stwierdzam, że nie jest on rewelacyjny i nie powala dynamiką, ale myślę, że warto go przesłuchać. Jednakże bardziej poleciłabym solowy projekt Chestera Benningtona jako Dead by sunrise ( album Out of Ashes), szczególnie tym ,którzy wielbią „typowo mocny” Linkin Park.
Magdalena Bielak
kultura@studiuje.eu
Kontakt z redakcją:
redakcja@studiuje.eu
Polityka Cookies
Dział reklamy:
biuro@studiuje.eu
tel: 783 748 740