Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
nk fb
 

Własna Firma bez zbędnych kosztów! Bez składek ZUS!  www.FirmaDlaKazdego.pl


Imprezy w tym tygodniu

więcej...

 


Zdrowia, szczęścia, pomyślności

Te trzy powyższe rzeczy, wypowiadane są niczym mantra, na prawie wszystkich uroczystościach. Życzymy sobie tego z okazji urodzin, imienin, ślubów, chrzcin czy podczas wigilii Bożego Narodzenia. To trochę taki gotowy as z rękawa, gdy nie wiemy jak grać naszą talią kart. 

 

 

Fakt, że życzenia powinny być szczere, przemyślane i przede wszystkim indywidualne, nie jest niczym odkrywczym. Powinniśmy również wiedzieć, czego życzyć naszej rodzinie, przyjaciołom czy znajomym, bo kto jak nie my znamy ich najlepiej. I choć nie ma nic złego w zdrowiu i pomyślności to przy szczęściu zaczynają się już schody. Chcemy aby nasi bliscy nie chorowali i żeby zdrowie im dopisywało. Chcemy aby wszystko układało się po ich myśli, zgodnie z zasadą pomyślności. Chcemy aby mieli szczęścia pod dostatkiem. Ale co jeśli szczęśliwym się nie jest, a bywa? I szczęście nie ma nic wspólnego z darem od losu?

 

Na dzień dzisiejszy każda dyscyplina naukowa pragnie ustalić swoją własną definicję szczęścia. Stała się popularnym polem badań psychologii, socjologii czy filozofii. Powstaje setki badań nad dobrostanem psychicznym ludzi i nad jakością życia. Powstają nie tylko badania, ale także tematyczne książki i niezliczone poradniki. Zastanawiamy się nad tym, gdzie tkwi źródło szczęścia, jak i gdzie możemy je zdobyć. Uwarunkowania szczęścia mówią nam o tym, że w zależności od grup i kultur społecznych, każdy z nas będzie upatrywał je gdzieś indziej, gdyż jest to niezwykle zindywidualizowana materia. Co skutkuje tym, że szczęście jako abstrakcyjne pojęcie ma wiele definicji i znaczeń. Nie ma tej jednej nadrzędnej. Są za to niestety definicje-pułapki czyli tzw. błędy myślowe.

 

Szczęście to nie dar, łaska, duchowa euforia, cecha stanu społecznego czy szczególnych zasobów ale umiejętność. Jeśli w naszych osobistych definicjach nie uwzględnimy tego czynnika to nigdy nie będziemy prawdziwie i dojrzale szczęśliwi. Drobne przyjemności te materialne jak i poza materialne po pierwsze są ulotne i nietrwałe, a po drugie nasz mózg niezwykle chłonny szybko się do nich przyzwyczaja. Sprawia, że przestają one być obiektem westchnień, a raczej stają się zwyczajne, powszednieją. Kupno nowego samochodu dostarczy sporych emocji i wrażeń podczas pierwszych miesięcy użytkowania, a miłe dla oka widoki w nadmorskiej miejscowości mimo, że nadal będą cieszyć z czasem przestaną zapierać dech w piersiach. Czym zatem jest szczęście jako umiejętność?  

 

Przede wszystkim traktowanie naszego abstrakcyjnego pojęcia w kategoriach umiejętności daje już na starcie optymistyczną wizję. Skoro jest to kwestia niewrodzona ani tym bardziej dziedziczona, a jak najbardziej nabyta, każdy z nas może się jej nauczyć. Według dr psychologii Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej szczęście możemy zamknąć w trzech kluczowych punktach:

 

v  POCZUCIE SPEŁNIENIA (osiągam i cieszy mnie to czego pragnę)

 

v  DUMA Z WŁASNYCH DOKONAŃ (doceniam i podziwiam to co robię)

 

v  WSZYSTKO CO SPRAWIA SATYSFAKCJĘ (mimo wysiłku - pokonuję przeszkody)

 

Co ważne, każdy punkt przedstawia perspektywę zarówno dokonaną jak i jeszcze niedokonaną. Oznacza to, że dostrzegamy i doceniamy nasze dotychczasowe działania ale przede wszystkim ukierunkowujemy się na kolejne. Takie definiowanie podkreśla raz jeszcze szczęście jako umiejętność, którą stale i nieprzerwanie powinniśmy doskonalić. Jednak aby w ogóle było to możliwe musimy wiedzieć czego tak naprawdę chcemy. Czyli zacząć od wyznaczania sobie celów, tych wielkich i tych małych.  

 

Warto przedefiniować szczęście i zaprezentować je w trzech istotnych punktach:

 

ü  Szczęścia nie dość, że można, to należy uczyć się i to przez całe życie.

 

ü  Trzeba praktykować szczęście, być zawziętym praktykiem.

 

ü  To się zdarza, ale tego nie osiąga się trwale.

 

W byciu szczęśliwym chodzi o nieustanne odkrywanie takich płaszczyzn w życiu, które będą nam dostarczać wielokrotnie powtarzanego doznawania szczęścia. Rybak nigdy nie przekona się, że kocha łowić ryby, jeśli nie wypłynie na pierwsze połowy. I nie tyle wartościowe będzie samo złowienie a łowienie w ogóle. Nie chodzi tylko o osiąganie a dążenie. Dojrzałe szczęście to takie, które otwiera nam wiele perspektyw, furtek i bram ale przede wszystkim nie zamyka nam drzwi, tuż po osiągnięciu jakiegoś celu. Aby było to możliwe musimy być aktywni i nie czekać, aż szczęście spadnie nam pod nogi, lub rezygnować na starcie sądząc, że przecież „nie urodziliśmy się pod szczęśliwą gwiazdą”. Można w tym miejscu pokusić się o tezę, że na to musimy zapracować sobie sami i mówiąc kolokwialnie nie siedzieć z założonymi rękami. Mimo iż byśmy tego bardzo chcieli szczęście to nie imieninowy prezent, zapakowany w ładne pudełko a życiowa umiejętność, która tak jak nauka języka obcego niepraktykowana odejdzie w zapomnienie. Zatem, zdrowia i pomyślności w praktykowaniu szczęśliwości.

 

Autorka: Karolina Obrębska - studentka socjologii w Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej
w Warszawie
, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

 

Partner projektu
The New Answer

 

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

 

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

 

W OBRONIE PONIEDZIAŁKÓW

„Nie lubię poniedziałku” to polska komedia z 1971 roku. Ukazuje warszawską rzeczywistość lat siedemdziesiątych poprzez pryzmat zwykłej codzienności jako świata absurdu. Film obnaża i demaskuje polską mentalność, która zdaje się mimo upływu lat nieznacząco zmieniać. Czy aby na pewno?

 

 

W tradycji biblijnej – chrześcijańskiej i żydowskiej, gdzie za pierwszy dzień tygodnia uznawana jest niedziela, poniedziałek jest dniem drugim. W dzisiejszych czasach definiowanie „poniedziałku” tylko poprzez „następny dzień po niedzieli” byłby zaniedbującym niedoprecyzowaniem. Mam tę pewność, że gdybym zdefiniowała „poniedziałek” jako zwykły, typowy niczym niewyróżniający się następny dzień po niedzieli większość, żeby nie ulec generalizacji - mniejsza większość społeczeństwa, zapytałaby czy nie mam nic więcej do powiedzenia. Ale jak to? Czy przypadkiem poniedziałek najgorszym dniem tygodnia nie jest? Czy to właśnie nie ten dzień, gdzie bez trzy razy podwójnego espresso nie da się przeżyć? Czy to w końcu nie ten dzień, który mógłby w ogóle nie istnieć i nikt by za nim nie zapłakał? Ale jak to? A no właśnie tak to. Skoro tytuł zobowiązuje, czas założyć togę.  

 

Społeczeństwo polskie, w którym przyszło nam żyć charakteryzuje się niesamowitą specyfiką. 12 minut. Otóż tyle statystycznie przeciętny Polak przeznacza na narzekanie w ciągu owego dnia. Wyobraź sobie, że to tak, jakbyś usiadł na krześle i przez bite 12 minut jak mantrę powtarzał: „cholerne poniedziałki”, „nie cierpię poniedziałków”, „zawsze w poniedziałek dłużej stoję w korku”, „nie chce mi się nic w poniedziałki”, „ale pech, to pewnie dlatego, że jest poniedziałek”, „ehhh, aby odsiedzieć te 8h”, „aby do weekendu”, „aby do wakacji”, aby do... A że czasem po „do” nie ma już NIC, no cóż bywa. Bywa też, że narzekanie nie jest zwykłym biadoleniem. Nauki społeczne emanujące i opiewające swą użytecznością, nieco szerzej ujmują problem. Definiują „narzekanie” jako wyrażenie głębokiego bólu bądź niezadowolenia z konkretnej sprawy, problemu. Czyli idąc tymże tropem, poddając definicję wnikliwej interpretacji, nasze całe życie będące jak najbardziej konkretną sprawą, jest problemem i głębokim bólem? Bo w Polsce generalnie narzeka się od świtu do zmierzchu nawet wtedy, gdy żaden problem nie znajduje się na horyzoncie. Bo w Polsce generalnie narzeka się dla samej ideologii narzekania, jeśli taka w ogóle istnieje. Ale definiujmy dalej.

 

Narzekanie jest aktywnością społeczną. Zazwyczaj wyrażamy nasze niezadowolenie poprzez komunikację z drugą osobą. Jedną z przyczyn, dla której narzekamy, jest chęć uzyskania wsparcia. Zyskuje się sympatię, poczucie przynależności, solidarności i integracji z grupą. Chociaż proces ten zachodzi automatycznie i nie wymaga świadomych procesów, to aż (według psychologa społecznego Bogdana Wojciszke), blisko 40,5 % Polaków zdaje sobie sprawę i otwarcie przyznaje, że narzekamy i to dosyć często. Lecz cóż z tego, gdyż na dobrą sprawę nie robimy z tym fantem nic. A toczymy lament o dosłownie wszystko. Przeszkadza nam to, że latem temperatura jest dodatnia, żeby zimą zaskoczyć się jej ujemnością. Gdy za duszno, oczekujemy deszczu, a jeśli spadnie, psioczymy pod nosem, trzymając kurczowo w ręku parasol. A śnieg? Dajcie spokój ze śniegiem, co może być fantastycznego w cudownych płatkach tańczących na wietrze, aż wreszcie spadających i zamieniających się w biały, śnieżny puch. Bierz łopatę i do roboty, nic samo się nie zrobi. Proza życia to nie czas na sentymenty, bo dalej mamy rząd, który albo okrada albo jest zbyt wyznaniowy, a do urny ciężko trafić, a bo i po co? Tak jak było, tak jest i będzie. A, że to fatalistyczne podejście, trudno. I tak o to wieczne niezadowolenie, narzekanie, utyskiwanie, tudzież lamentowanie wlecze się za nami od poniedziałku przez resztę dni tygodnia, na ostatniej prostej naszego życia kończąc.

 

Czysto refleksyjnie zastanawiam się, dlaczego tak jest, że cały ten negatywny bagaż odczuć, emocji, frustracji przedkładamy na obiekt. W tym przypadku, obiektem jest termin umowny w postaci poniedziałku. Nauki społeczne, niezwykle pomocne, również i teraz mają dla nas solidne wytłumaczenie. Starając się zawsze mieć otwarty umysł i patrzeć na świat spod lupy, teleskopu i mikroskopu, zauważam tu znamiona zjawiska projekcji. Otóż projekcja jest m.in. procesem przeniesienia własnych wad na inny obiekt. Wtedy gdy nie akceptujemy w sobie pewnych sfer możemy bezkarnie i śmiało przenieść tę nieakceptowalną w nas samych cechę na coś lub kogoś. Przecież o wiele łatwiej krytykuje się kogoś innego niż samego siebie. Projekcja nie dotyczy jedynie wad, ale i uczuć. O wiele łatwiej powiedzieć, że poniedziałek jest koszmarny niż, że moje życie jest koszmarne. Dlaczego nikt nie potrafi w poniedziałkowy ranek powiedzieć: „Ahh, czeka mnie tyle wspaniałych wyzwań i nowych możliwości”, „to cudowne móc zobaczyć się z ludźmi, z którymi nie widziało się przez weekend”, „to, że może być ciężko nie oznacza, że nie dam rady”, „bez względu na przeciwności losu, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby było dobrze”, „na pewno to będzie fajny dzień”. Nawet jak to piszę czuję, jaką abstrakcją to obcieka. Przykre. Bo ludzie nie potrafią lub nie chcą zmian.

 

To właśnie odwaga i otwartość na dokonywanie zmian jest kluczem do szczęśliwego życia. Zróbmy generalny remont życia. Wyjdźmy poza sferę komfortu i ciepłych kapci. Nie bójmy się żyć po swojemu i tak jak chcemy. W taki sposób, żebyśmy już nigdy nie musieli powiedzieć: „jezus znów ten poniedziałek”. Bo ani Jezus ani bogu duha winny poniedziałek, nie ma z tym nic wspólnego. To jak przeżyjemy swoje życie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. I nie ma tu cienia niepoprawnego optymizmu. Nie bądźmy „typowymi narzekaczami”, choć czasem łatwiej zwalić winę na wszystko inne, niż na własne Ja.

 

Czasem się tak szczerze zastanawiam, co by było, gdyby każdy dzień tygodnia nazywał się poniedziałkiem. Zgroza. Rozpacz. Emigracja w kosmos. Generalnie egzystencjalizm i ludzka mentalność to dźwignia pochyła.  Na te sfery, jak dla mnie istotnie ważne, poświęca się najmniej uwagi. Coraz mniej ludzi skupia się na swoich mikroświatach, żyjąc po łebkach, byle jak, gdzie jakakolwiek autorefleksja jest tak odległa, jak era dinozaurów. Jednak chyba najwyższa pora kończyć, bo koniec końców narzekam, że się narzeka. Niby niepozorny poniedziałek, a znaczyć może tak wiele. Dlatego swoje, 5 minut przekazuję ku czci, chwale i w obronie poniedziałków. Bo mimo, że relatywnie, to od nich wszystko się zaczyna.

 

Autorka: Karolina Obrębska - studentka socjologii w Akademii Pedagogiki Specjalnej.

 

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej 

w Warszawie, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

 

Partner projektu

The New Answer

 

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

 

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

 


MY- ONI

MY- ONI

Kim MY jesteśmy i o kim mówimy ONI?

Od półtora roku w Dreźnie równolegle do mojego przyjazdu pojawiła się nowa grupa PEGIDA (Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes), co po polsku brzmi: Patriotyczni Europejczycy Przeciw Islamizacji Zachodu. Są to zatroskani obywatele przestraszeni wizją islamizacji, którą łączą bezpośrednio z napływem uchodźców z krajów kultur arabskich do Europy. Temat uchodźców pojawił się na nowo wraz z rozwojem konfliktów i wojen na wschodzie, ale również w krajach Afryki.

Kim są uchodźcy?

Uchodźca, który jest odmieniany ostatnio przez wszystkie przypadki to przede wszystkim osoba, która ma uzasadnioną obawę przed prześladowaniem z powodu rasy, religii, narodowości, przynależności do konkretnej grupy społecznej czy z powodu poglądów politycznych.

W ostatnim czasie mamy do czynienia z wciąż nowymi panikami moralnymi dotyczącymi kwestii politycznych, ekonomicznych i społecznych. Napływający masowo uchodźcy sprawili, że dyskusja o przyjmowaniu czy nie przyjmowaniu uchodźców w Europie wyszła poza świat polityki a poprzez media, demonstracje, protesty wkroczyła do naszych domów i stała się tematem dyskusji przy wielu niedzielnych czy świątecznych stołach.

W Niemczech od wczesnej wiosny 2015 napływ cudzoziemców był ogromny – ponad
1,1 miliona ludzi z różnych krajów i kultur przybyło do Niemiec. Prawie 477 000 wniosków
o udzielenie statusu uchodźcy wpłynęło w 2015 roku do niemieckich urzędów, to niemal
155 procent więcej niż w roku poprzednim. Skala problemu przerosła nie tylko urzędników, polityków, ale również obywateli.

Jak radzą sobie Niemcy? Jak radzi sobie Drezno?

20 października powstała w Dreźnie grupa, PEGIDA, która demonstruje w każdy poniedziałek. Demonstracje liczą od 300 osób do 25 000 uczestników. Demonstrujący (jak wynika z badań Uniwersytetu Drezdeńskiego) to głównie mężczyźni, ludzie pracujący, średni wiek to 46 lat. Demonstracje stają się miejscem, gdzie zatroskani obywatele i niemieccy neonaziści dostają swoją długo wyczekiwaną szansę na wyrażanie skrajnych i bardzo często nieprawdziwych poglądów na temat uchodźców, ale również polityków, polityki
czy mediów.

Niemal równolegle rozwijają się ruchy za otwartym światem. Demonstracje przeciw PEGIDZIE również odbywają się w poniedziałki. W skład demonstrantów wchodzą: środowisko akademickie, Kościoły, Centrum Żydowskie, Centrum Islamskie, Rada do Spraw Cudzoziemców, Drezdeński Sojusz Przeciw Nazistom, Uniwersytet Techniczny, Samorząd Studentów oraz Premier Saksonii Stanislaw Tillich. Demonstracje liczą od 200 osób do 35 000 uczestników.

Mówiąc o strachu i niepokojach, nasuwa się myśl, że ludzie potrzebują informacji.

Co dzieje się w mieście i gdzie można się dowiedzieć czegoś na temat uchodźców?

W teatrze, kawiarniach, kościołach, na demonstracjach za otwartym światem,
koncertach, konferencjach, dyskusjach i wielu innych miejscach.

Organizowane są spotkania w prawie każdy dzień tygodnia, dla kobiet, kobiet z dziećmi, mężczyzn, rodzin czy też dla wszystkich razem. Wspólne gry, warsztaty teatralne, miejsce do dyskusji, warsztaty śpiewu, wraz z uchodźcami prowadzenie ogrodu, stały się przestrzeniami do tego, aby się poznać. Moje ulubione przedsięwzięciena rzecz integracji i zasypywania podziałów to Banda Comunale, a teraz Banda Internationale. Zespół, którytworzą ludzie z różnych kultur, z różnych kręgów, a teraz także uchodźcy. Spotkać tam można,Niemców,Syryjczyków, osobę z Burkina Faso, chłopaka z Polski, Iraku, Iranu czy z Turcji.

W Dreźnie działa też platforma, aplikacja gdzie można wyszukać informacje o organizacjach, grupach, projektach. Na mapie zaznaczone są miejsca, gdzie organizowane są wydarzenia, akcje dla i z uchodźcami. Ułatwia to wyszukiwanie interesujących wydarzeń i odnalezienie ich na mapie miasta.

Czy więc zatroskani obywatele mają powody czuć się obco, czuć się pomijani w dyskusji?
Edukacja i rozwój społeczeństwa obywatelskiego w Dreźnie ma się dobrze. Mieszkańcy
i uchodźcy podejmują wiele wysiłku, aby stworzyć możliwości wspólnego poznawania się, integracji obustronnej. Dla chcącego nic trudnego. Dlatego zamiast zatroskania warto czasem wyjść z domu i poznać tego obcego, który często już po kilkudziesięciu minutach rozmowy staje się swój.

Autorka:

Angelika Anna Gogół - absolwentka APS. Z zawodu socjolożka. Z zamiłowania podróżniczka.

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej
w Warszawie
, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

Partner projektu
The New Answer

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

 

 

 Wer geht zu PEGIDA und warum? Eine empirische Untersuchung von PEGIDA- Demonstranten in Dresden, H. Vorländer, M. Herold, S. Schäller, Dresden 2015

Socjologia – a z czym to się je?

„Męczy mnie pytanie, czy jest jakiś zawód po socjologii? Oczywiście, że jest zawód, i to całkiem spory”. Takie żartobliwe memy, możemy znaleźć w sieci, jak w lesie grzyby po deszczu. Czy słusznie? Co sprawia, że obraz tej silnie ugruntowanej nauki poza jej kręgami często bywa przedstawiany z przymrużeniem oka?

 

 

Swego czasu podczas jednej z wizyt kontrolnych, lekarz zapytał mnie co studiuję. Z racji tego, że prawie każdy gdy już usłyszy odpowiedź, jest niezmiernie ciekawy, o co w tej dyscyplinie w ogóle chodzi i czy po tym można znaleźć pracę. Gdy usłyszał moją odpowiedź – najpierw ironicznie się uśmiechnął, a potem wypowiedział magiczne słowa: A z czym to się je? Jak mawiała kiedyś moja nauczycielka geografii, gdy sprawdzian nie poszedł nam za dobrze: Płetwy opadają.

 

 Zauważyłam pewną specyfikę i tendencje. Podczas rozmów z osobami bez wyższego wykształcenia pojawia się teza „o to ciekawe, ale trudne!”. Z kolei podczas rozmów z osobami wykształconymi, reprezentującymi inne dyscypliny, najpierw pojawia się lekki uśmiech, żeby później skwitować to w kategoriach bezrobocia. Szalenie ciekawi mnie z czego to wynika. Czy rzeczywiście z niewiedzy czy z czystej ignorancji?

 

 Jedno jest pewne. Grupą, która ma racje, jest grupa bez wyższego wykształcenia. Ale aby nie ulec generalizacji, zaznaczam, że jest to moje subiektywne, osobiste spostrzeżenie, niepodparte badaniami. Mimo wszystko to właśnie oni dostrzegają trud zawodu socjologa ponieważ wiedzą, że społeczeństwo nigdy nie śpi. Działa 24h na dobę 7 dni w tygodniu . Żeby naprawdę dobrze się orientować trzeba mieć oczy dookoła głowy i stale nadążać. Nie tylko świetnie znać przeszłość, doświadczać teraźniejszości i widzieć na horyzoncie przyszłość, ale móc ją przewidywać. Niektórym niezorientowanym niedowiarkom wydaje się, że My przyszli socjologowie, studiujemy bezrobocie. Nic z tych rzeczy. Wystarczy spojrzeć na najnowsze badania, które pokazują ogólny ranking zawodów, które narażone są na największe bezrobocie. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że to właśnie sprzedawca, kucharz i robotnik gospodarczy znajduje się w czołówce zawodów o największej liczbie bezrobotnych. Jak widać socjolog na tej liście nie widnieje. Co więcej, mało prawdopodobne, że na takiej liście się znajdzie ponieważ tendencje jakie się notuje, wskazują, że są to te same profesje, zmienia się tylko ich pozycja w rankingu. Na jednej z uczelnianych lekcji, wykładowca powiedział kiedyś: „To nieprawda, że dla socjologów nie ma pracy. Praca jest, ale dla tych dobrych i bardzo dobrych, tu nie ma miejsca na przeciętność”. Słowa te idealnie oddają cały sens zestawienia socjologia – praca. Wiele osób, które decyduje się na tego typu studia, nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, że łatwo nie jest i mimo wszystko książki czasem trzeba otworzyć. Bez rozwijania swojego warsztatu, dociekania i zwykłego ludzkiego starania się, ciężko wkroczyć na rynek pracy. Osoby, które studiują coś co nie jest dla nich, coś co ich nie pasjonuje obniżają reputację i prestiż konkretnym dziedzinom nauk. Bez zaangażowania, chęci i samorozwoju kończą podając jedzenie w restauracjach szybkiej obsługi. I nie wynika to z faktu, że po danym kierunku nie ma pracy, ale z faktu, że nie zrobili nic podczas studiów aby być kimś więcej niż niezorientowanym, przeciętnym studentem. A z uczelnianych opowieści, zdarzają się tacy, którzy kończąc studia nie są w stanie wymienić jednego, żyjącego socjologa. Nie da się być wystarczająco dobrym, nie wkładając w to ciężkiej pracy. To tak jakby student medycyny robił tylko obowiązkowe totalne minimum uzyskując wyniki w granicach trójki. Konsekwencja „aby zdać” okazuje się bezlitosna. Lekarz nie dostanie do ręki skalpela, a socjolog nie będzie traktowany poważnie. I gwarantem jest, że po „aby zaliczyć” każdy z nich będzie podawał powiększony zestaw. Wydaje mi się też, że są to niestety wyuczone nawyki z wcześniejszych edukacyjnych lat. Gdy ktoś nigdy nie był dobry z fizyki czy matematyki i nie chciał zagłębiać się w temat, bo chciał tylko zdać, ma prawo nie wiedzieć w późniejszych latach, jak liczyło się deltę. I jest to całkiem zrozumiałe, jeśli nie wiąże swojej przyszłości z naukami ścisłymi. Czasem taki zły nawyk i to mimo, że coś nas w miarę interesuje powielamy jako studenci. Nie wyobrażam sobie przyszłego socjologa, który na przedmiocie z metodologii technik i badań społecznych mówiąc kolokwialnie „zlewał temat”, po studiach chciałby pracować w agencji badawczej. Czy dostanie tam pracę? Wątpię. Czy będzie mówił, że to przez to, że po socjologii nie ma pracy? Jak najbardziej.

 

 Mówi się, że studia uczą tylko teorii, a na rynku pracy, gdy potrzebna jest praktyka, młody człowiek rozkłada ręce. Nie do końca tak jest. Jak mawiał Kurt Lewin „Nie ma nic bardziej praktycznego, niż dobra teoria.” Ale żeby móc przełożyć teorię na praktykę, trzeba ją najpierw dogłębnie poznać. Swoista interdyscyplinarność socjologii nie wynika z tego, że socjologia jest o wszystkim i o niczym. Tam gdzie są ludzie, tam zawsze będą nauki społeczne. Jest to niezmiernie fascynujący kierunek ponieważ jest od ludzi dla ludzi i wśród ludzi. Dlatego wyróżnić możemy: socjologię miasta, socjologię pracy, socjologię zdrowia, socjologię komunikacji, socjologię kultury i wiele wiele innych. Socjologia jest dla wszystkich, tych którym nie wystarcza podstawowa definicja z lekcji wosu, definiująca przedmiot badań, czyli społeczeństwo jako zbiorowość ludzi zamieszkujących określone terytorium. Definicja ta jest znaczącym uproszczeniem, które możemy rozwinąć studiując właśnie kierunki społeczne.

 

„A z czym to się je”, czyli na czym socjologia polega i co po niej można zawodowo robić – odpowiedź, że pracować w instytutach badawczych, firmach marketingowych, organizacjach pozarządowych będzie tylko początkiem, długiej listy sporych możliwości. Aby jeszcze lepiej poznać specyfikę zawodu, warto by podjąć studia z zakresu nauk społecznych. Co więcej dowiemy się nie tylko jak ta potrawa wygląda, ale poznamy wszystko od kuchni.  

 

Autorka: Karolina Obrębska - studentka socjologii w Akademii Pedagogiki Specjalnej.

 

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej
w Warszawie
, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

 

Partner projektu
The New Answer

 

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

 

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

 

Panika moralna

Panika moralna: spisek mediów czy barometr społecznego niepokoju?

 

Lata 60. Ubiegłego wieku były niewątpliwie najbardziej burzliwą dekadą poprzedniego stulecia. Drugą fala feminizmu, rewolucja seksualną, protesty na uniwersytetach a także eksplozja nowych gatunków muzycznych, które zdecydowanie nie były ponad podziałami. Przeciwnie. Właśnie w tym czasie w Wielkiej Brytanii wyobraźnią angielskiej młodzieży zawładnęły dwie muzyczne subkultury: Mods i Rockers.  


 

Angielski termin „mods”  jest skrótem utworzonym od słowa „modernist”, związanym początkowo tylko z pewnego rodzaju muzyką (np. The Who) i stylem ubierania: szyty na włoską modę garnitur i półdługie włosy. Częstym atrybutem Modsa był włoski skuter. Rockersi zaś byli ówczesnym typem „macho”. Nosili ciężkie, nabijane ćwiekami, skórzane kurtki, słuchali rock’n’ rolla, tępili każdy rodzaj narkotyków, ale chętnie sięgali po alkohol i przemieszczali się na dużych, głośnych motocyklach. Kultową ilustracją filmową obu subkultur  jest obraz „Kwadrofonia” w reżyserii Franca Roddama z epizodyczną co prawda, ale jakże widowiskową rolą Stinga, jako nieformalnego króla modsów. Modsi i rockersi stali się tematem nie tylko kinowym, teatralnym czy literackim.

 

Młody socjolog Stanley Cohen zafascynowany poruszeniem mediów i społeczeństwa, jakie subkultury te wywoływały, ruszył w teren i po kilkuletnich badaniach  przedstawił na początku lat 70. ubiegłego stulecia koncepcję paniki moralnej (Ang. moral panics). Od czasu publikacji Cohena minęły niemal cztery dekady.

 

Czym jest więc panika moralna? Jest to wyolbrzymiona, wzmacniana przez media reakcja społeczna na początkowo nieznaczne akty dewiacji wywołane przez tzw. „wrogów społecznych” (np. Mods i Rockers, terroryści, kibole). Taka nadreakcja mediów, policji, polityków i przedstawicieli rządowych (oraz, należy dodać -  kościelnych w społeczeństwach religijnych) zamiast zamierzonej eliminacji zagrożenia i niepokoju społecznego powoduje raczej wzmocnienie zarówno niepokoju jak i zachowania, które ów niepokój wywołało. Najważniejszą cechą każdej paniki jest to, że zagrożenie faktyczne jakie stanowią wrogowie społeczni jest zawsze dużo mniejsze od zagrożenia, jakie przedstawiają media, a w które ludzie ochoczo wierzą. Praca Cohena (notabene – jego rozprawa doktorska) osiągnęła od czasu pierwszej publikacji status „lektury obowiązkowej” dla osób zajmujących się bezpośrednio lub pośrednio socjologią dewiacji, kryminologią czy problemami społecznymi.

 

Badanie współczesnych przypadków paniki moralnej w Polsce pozwala ukazać obraz życia wewnętrznego społeczeństwa w momencie powszechnego niepokoju i zachwiania jego systemu wartości. Przemiany, jakie zachodzą w społeczeństwie polskim od zmiany systemu w 1989 roku, są również źródłem napięcia, lękówfrustracji, w których zrozumieniu kategoria paniki moralnej może pomóc. Przykładem takiej długotrwającej,paniki moralnej stał się w latach 90.  problem sekt, który zmieniał natężenie, a apogeum osiągnął na przełomie lat 1996 i 1997. Później miejsce sekt jako przedmiotu zaniepokojenia społecznego zajęła debata nad aborcją, legalizacja treści pornograficznych, dopalacze i śmiercionośna tabletka UFO,  koncert Marlina Mansona w Polsce, porzucane noworodki, feministki, gender i mniejszości seksualne, afera Rywina, krzyż na Krakowskim Przedmieściu, zagrożenie terrorystyczne, poznańskie Słowiki i przypadki pedofili.  Wielka liczba afer ujawnianych za pośrednictwem mediów ostatnimi czasy na pewno nie przyczynia się do redukcji i tak utrzymującego się na wysokim poziomie niepokoju społecznego. Niektóre paniki moralne są podobne u nas i w innych krajach, niektóre dają sią obserwować tylko w społeczeństwie polskim lub jego części, ale to właśnie te zjawiska mogą najwięcej powiedzieć o kondycji polskiego społeczeństwa.

 

Badanie w socjologii paniki moralnej jest jak czytanie kryminału. Można odkryć nie tylko jak media celowo wywołują w społeczeństwie niepokój i oburzenie, ale też przyjrzeć się jak powstają spiskowe teorie głoszone przez różnorodne grupy interesu lub ujawnić zakulisowe działania polityków, którzy wykorzystują tę sytuację by ubić kapitał polityczny. Takie badanie jest socjologiczną przygodą. 

 

Autorka: dr Iwona Zielińska, adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii APS

 

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej
w Warszawie
, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

 

Partner projektu
The New Answer 


Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

 

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: 

https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

Tu zaczęła się cała przygoda

Tu zaczęła się cała przygoda


O swojej drodze do finału konkursu Zbadaj.to oraz perspektywach zawodowych
po skończeniu studiów społeczych opowiada -  Kinga Fatek - studentka 5 roku socjologii
w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.


 

W marcu ruszyła kolejna edycja konkursu Zbadaj.to skierowanego do studentów
i studentek zainteresowanych karierą w badaniach marketingowych. Byłaś jedną
 z finalistek ubiegłej edycji konkursu.  Czy mogłabyś opowiedzieć o swojej drodze
do finału?


Samą drogę do finału trudno opisać w kilku słowach. Zgłoszenie do pierwszego etapu wysłałam oczywiście parę minut przed północą. W zasadzie dowiedziałam się o konkursie na kilka dni przed zakończeniem pierwszego etapu. Sam udział w konkursie nie był mocno ukierunkowany na cel i to pewnie dlatego każdy kolejny etap i jego wyniki były zaskakujące. I etap to kwestionariusz- trzeba było trochę poszperać w Internecie w Google Analytics, opisać korelacje, oraz w kilku zdaniach zaproponować koncept badania. Potem przyszedł mail z informacją, że dostałam się do kolejnego etapu.

 

II część konkursu to najkrócej mówiąc case study. Pracowaliśmy na podstawie materiałów
od partnera merytorycznego konkursu, czyli na danych od LOTTO. Najtrudniejsze w tych wszystkich zadaniach były chyba ograniczenia ‘objętościowe’. Masz do zagospodarowania
3 slajdy i nie ma zmiłuj, że masz pomysł na 50. Poza krótką analizą materiału trzeba było zaprojektować badanie, nakręciłam film, ale tu też musiałam się namęczyć, żeby zmieścić się w narzuconych limitach. Potem już był tylko finał, a tam naprawdę świetna atmosfera.  Specjaliści z branży badań marketingowych opowiadali nam ze szczegółami o tym, jak wygląda praca w badaniach.

 

Czy udział w konkursie miał wpływ na Twój rozwój zawodowy?


Zbadaj.to dał mi praktyczną wiedzę i pokazał świat badań od kuchni. Po konkursie dostaliśmy szeroką ‘bazę’ ofert staży od agencji badawczych. Mi zaproponowano staż w TNS Polska,
w ilościowym dziale badań marketingowych. Na szczęście podejście pracodawców pozwoliło mi łączyć pracę z zajęciami.

 

Jakich rad udzieliłabyś studentom, którzy zastanawiają się nad wzięciem udziału
w kolejnych edycjach Zbadaj.to?


Przede wszystkim, żeby się nie zastanawiali nad udziałem w konkursie, nawet jeśli nigdy wcześniej nie słyszeli o badaniach marketingowych. Zbadaj.to to konkurs studencki, który przyciąga rzeszę studentów z przeróżnych kierunków studiów. Nie ma ograniczeń. Ten konkurs to idealna okazja, żeby otworzyć się na nowe wyzwania i szansa na poznanie szalenie inspirujących, ciekawych świata ludzi. Jedyną barierą jest wyobraźnia.

 

Niebawem ukończysz studia na kierunku socjologia w Akademii Pedagogiki Specjalnej. Jakie są Twoje plany zawodowe? Czy studia pomogły Ci w ich ukształtowaniu?


Trudne pytanie. W każdym razie podczas studiów pracowałam w różnych branżach, począwszy od HR, poprzez różne instytucje zajmujące się realizacją badań. Moją główną motywacją była chęć zweryfikowania nie tylko w jakiej pracy czuję się najlepiej, ale przede wszystkim czego muszę się jeszcze nauczyć, nad czym popracować, żeby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy. Bezsprzecznie, studia miały wpływ na ukształtowanie się moich zainteresowań, bo to tu zaczęła się cała przygoda z badaniami. Krok po kroku, od pierwszych przeprowadzonych wywiadów, które trwały zaledwie po 8 minut, poprzez krótkie projekty
realizowane dla  stowarzyszenia, aż do etapu, że zajmuję się nimi zawodowo jeszcze przed ukończeniem studiów.

 

Coraz częściej mówi się, że kierunki społeczne są wylęgarnią bezrobocia. Czy uważasz, że po socjologii, psychologii, pedagogice i pokrewnych kierunkach jest szansa
na zdobycie ciekawej i dobrze płatnej pracy? Co trzeba zrobić by móc to osiągnąć?


Jak wszędzie… jeśli ktoś siedzi całe studia i nie myśli co będzie po ich skończeniu
to prawdopodobnie w dniu obrony nie dostanie olśnienia i tylko stwierdzi: "jestem
na socjologii, bo nie wiedziałem/am co ze sobą zrobić." Trzeba szukać i sprawdzać. Socjologia nie jest oczywista (bo nie jest zawodem), ale mimo powszechnej opinii daje wiele możliwości. Poza studiami, moim zdaniem trzeba zdobywać inne kompetencje i interesować się rynkiem pracy, oczekiwaniami pracodawców, ale przede wszystkim szukać swojego miejsca. Możliwości jest naprawdę wiele, wystarczy zaangażowanie, trochę wysiłku i ciekawości świata.

 

Rozmawiała: Magda Prokopczuk - koordynatorka projektu Absolutnie Użyteczne Nauki Społeczne

 

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej
w Warszawie
, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą
na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

 

Partner projektu
The New Answer

 

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

 

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

 


Kontakt z redakcją:
redakcja@studiuje.eu
tel: 664 728 181

Polityka Cookies

Dział reklamy:
biuro@studiuje.eu
tel: 783 748 740